Recenzje

Diablo 3: chciałem dobrze…

Słowem wstępu…

Ludo ergo sum – graczem jestem i nic co growe nie jest mi obce. Często w moich recenzjach i spostrzeżeniach niczym dobrotliwy wąsaty wuj przymykam oko na niedociągnięcia i niedoskonałości – tłumaczę przy tym, że wydawcy mieli mało tak zwanych piniążków, albo developerzy pracowali we dwóch w piwnicy ojca i prąd włączali im tylko od 15:20 do 17:30 w dni powszednie. Albo cokolwiek.

Tak czy inaczej stronię od emocjonalnej krytyki i znając tę branżę osobiście od strony game devu – raczej zawyżam niż zaniżam moje oceny. Sam jestem grafikiem i wiem, że ocenianie innych jest najłatwiejszym ale często niesprawiedliwym zajęciem. Tym razem jednak czas spiąć pośladki i uderzyć z całej pary – bez znieczulenia i klepania się po pupach. Nie wybaczając najmniejszego nawet potknięcia. Bo ogromnym korporacjom nie należy pobłażać – tylko płacić ciężkie pieniądze. I wymagać.

Stay awhile and listen…

Diablo III to produkowana przez dwanaście lat gra z gatunku hack’n’slash (czyli rąb i tnij). Z racji świetnej sprzedaży oraz wielkiego wsparcia ze strony środowiska – był to jeden z najbardziej oczekiwanych tytułów ostatnich lat. Emocje towarzyszące wielkiemu renesansowi umiejętnie podsycane były przez skąpo dawkowane szczegóły i detale produkcji.

Blizzard, jako przedsiębiorstwo mające na koncie bardzo mało gier i zaledwie trzy liczące się na świecie franczyzy (World of Warcraft, Starcraft i Diablo) zakorzenił się w świadomości graczy, jako firma „której można ufać w ciemno” i taka „która zawsze wymyśla najlepsze rozwiązania”. Polemika z tymi stwierdzeniami mogłaby być tematem na zupełnie inny artykuł – dość powiedzieć, że gracze z wielką uwagą patrzyli na ręce gigantowi z Kalifornii. I szybko zdemaskowali jego słabości.

Moje wrażenia z gry, zwykle rozpoczynam od fabuły – jednak w tym przypadku należy litościwie spuścić na nią zasłonę milczenia. Bo historia, mimo że tak wyeksponowana i narzucająca się na każdym kroku – jest najsłabszym i najbardziej tandetnym potworkiem, jaki widziałem od czasów hegemonii gumy Donald i Czarodziejek z Księżyca. Świat poszedł do przodu a takie tytuły jak Dante’s Inferno, Darksiders, Prince of Persia, NieR, Dark Souls czy fenomenalny Bastion – wciągały, zaskakiwały, zauroczyły i dały do myślenia. Pokazując, że nawet slashery mogą opowiadać piękną i ciekawą opowieść.

W odniesieniu do poprzednich części – w Diablo 3 pojawia się dużo więcej zwrotów akcji, czyli są aż dwa. Nie będę ich przytaczał…jednak świadomość, że jednym krótkim zdaniem można zepsuć całą, męczoną 12 lat fabułę powinna już o czymś świadczyć.

Jednak, co tam fabuła w chwili gdy twórcy wykazują się znajomością swoich dwóch poprzednich gier i starają się do nich nawiązywać. Prawda? PRAWDA? Natrafiając co chwilę na jakiś gadżet w stylu: Czarny Grzyb Adrii (z misji Black Mushroom z jedynki), Kowadło Furii Griswolda (Anvil of Fury) czy dzwonek Wirta (on nie miał dzwonka) wszyscy (jako znawcy) w uznaniem skiniemy głowami. Niestety, wypada to bardzo sztucznie i zamiast cieszyć buduje poczucie bylejakości. Subtelne nawiązania radują, ale co za dużo to niezdrowo. Gry akcji to nie kalambury.

Tak samo jest z wplecionym na siłę szkolnym humorem. Ja wiem, że Mięsny Jeż może śmieszyć dzieciaki. Wiem również, że Pastorał Nathanka (który wie, że coś się dzieje) trafi do gustu małolatom a gdy pomyślimy, że Blizzard zaszył w bebechach gry takie („haha”) żarty jak achievement „Co ja pacze” i „Nie żyje Jay” – czy kolorowy „krowi level” z kucykami Pony i tęczami – to już w ogóle nie pamiętamy o błędach. A może pamiętamy? Może dorzucenie kilku suchych żarcików rodem z Familiady nie czyni z tej średniej gry czegoś wybitnego?

Diablo III w tej kwestii cierpi na syndrom znany z Duke Nukem Forever – czyli dziecka, które nigdy mentalnie nie opuściło podstawówki. My jesteśmy starsi a te gry nie.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że pierwszy akt to jakieś 30-40% długości tej produkcji. Kolejne trzy są niemiłosiernie skrócone (tak, te 10-15 godz czystej rozgrywki to nie mit). Prawdopodobnie twórcy, świadomi faktu, że Diablo 3 nie obroni się fabularną długością postanowili popełnić kolejny grzeszek. I zaczęli sztucznie wydłuuuużać.

Najpierw nie możemy korzystać z miejskiego portalu (latanie z gratami do miasta jest obowiązkowe), przy okazji zauważamy, że bohater biega strasznie ślamazarnie (char speed -20% ?). Następnie w kolejnych aktach pojawiają się misje „przynieś, zanieś i odnieś” – oczywiście z jednego końca mapy na drugi. Kolejnym (och, jakże sprytnym) zabiegiem sztucznie wydłużającym marną rozgrywkę jest usunięcie zapisu gry oraz podstępne rozmieszenie checkpointów. Jeśli w naszej singlowej grze zostaniemy rozłączeni (a zdarza się to nazbyt często) – istnieje spora szansa, że ostatnie 20-30 minut gry zostanie nam anulowane.

Długość i jakość fabuły Diablo III czynią mnie bardziej smutnym i przygnębionym człowiekiem. Ale jednak! To przecież hack’n’slash. Może tu nie o jakąś śmierdzącą fabułę chodzi – a o grafikę i grywalność?

Pierwsze co rzuca się w oczy (i co tak naprawdę rzutuje na cały odbiór tej wielomilionowej produkcji) to design i grafika. Nagłośniona niegdyś sprawa przesadnej infantylności i cukierkowatości gry okazała się zwykłym biciem piany. Diablo III jest dosyć mroczne, miejscami surowe i tajemnicze. Dominująca mieszanka czerni i czerwieni, rozbuchane gotyckie zdobienia oraz (stylizowana na ręcznie malowaną) grafika, tworzą spójny i dosyć przekonujący obraz świata Sanktuarium.

A bohater/ka? Niestety poza płcią, nie mamy wpływu na wygląd postaci, którą poprowadzimy do walki z Siłami Piekieł – jednak na uwagę zasługuje fakt, że każda z nich posiada alternatywne przerywniki filmowe. Co prawda takie rozwiązania są standardem w dzisiejszych produkcjach, ale i tak miło pobiegać sobie postacią z którą w jakiś sposób możemy się utożsamić.

Bardzo słabo wypadają jednak kanciaste i niedopracowane animacje – zwłaszcza w chwili, gdy każdy nasz atak jest zależny od umiejętności (skill based) i raczej nigdy nie wyprowadzamy podstawowego, domyślnego ciosu bronią. Mnich uderza pięścią – bez znaczenia czy ma w niej miecz, pałkę czy kastet. Tak samo barbarzyńca – zawsze wyprowadza ciosy tnące i to nawet gdy dzierży w ręku włócznię lub młot.

Bardzo brakuje również animacji poza walką – chowania i wyciągania broni (postać po prostu „przeskakuje” z jednego wyglądu w drugi) oraz animowanych przerywników gdy po prostu stoimy i nic nie robimy. Pod tym względem gra wygląda na niedopracowaną. I to bardzo.

Tła i lokacje zaprojektowane są dosyć sprawnie – bardzo miłe dla oka są zwłaszcza ręcznie podmalowane i nieco komiksowe detale, sprawiające wrażenie dopieszczonych i umieszczonych z pełnym rozmysłem. Kiepsko odebrałem natomiast liczne powtórzenia jeśli chodzi o obiekty, które możemy zniszczyć. Projektanci nie postarali się o ich różnorodność i normą jest na natrafienie na te same stoły (z takimi samymi przedmiotami leżącymi na nich), postumenty, rzeźby, drzewa, kapliczki czy dzbanki i skrzynki. Znowu pójście na łatwiznę.

Co do grafiki, to chyba najważniejszą sprawą jest animacja umiejętności. W związku z systemem run (który opiszę dalej) – każda z umiejętności naszej postaci może być modyfikowana graficznie. Rozbłyski są kolorowe, naniesione zmiany widoczne a poszczególne ataki są dosyć widowiskowe i używając ich, mamy wrażenie potęgi i mocy. Niestety całość sprawia wrażenie…ociężałości. Tak, jakby w ostatniej fazie, graficy zrezygnowali z większej liczby klatek kluczowych (keyframes) na rzecz szybszego działania gry.

Animacje wyglądają więc na pocięte i niedokładnie zrobione. Nie sposób też nie wspomnieć, że w całej tej chaotycznej feerii kolorowych efektów bardzo łatwo możemy stracić orientację co właściwie dzieje się na ekranie. Twórcy próbowali zniwelować ten mankament przez dodanie czerwonej obwódki wokół wszystkich obiektów, jednak z marnym skutkiem. Niestety brak tutaj ostatniego sznytu i w rezultacie miałem wrażenie, że mam do czynienia z produkcją niekompletną – mającą potencjał, ale bardzo niedopracowaną.

Czego nie można odmówić Diablo III to różnorodności – zarówno jeśli chodzi o lokacje jak i nacierające hordy piekielnego pomiotu. Przedziwne kreatury, od klasycznych zombiaków, przez drzewiaste monstra aż po piekielne paskudy – wszystkie z nich są wymyślne i różnorodne. Nie są przerażające, straszne czy niepokojące – gra ewidentnie adresowana jest do młodszego odbiorcy. Cała stylistyka jest przez to nieco umowna i…infantylna.

Unikalni bossowie również zaprojektowani zostali w dosyć sympatyczny ale zachowawczy sposób. I niestety nie robią wrażenia. W moim odczuciu są po prostu zbyt mali, statyczni i karykaturalni. I zdecydowanie zbyt prości.

I tutaj przechodzimy do bardzo palących kwestii dotyczących mechaniki, balansu oraz schematu rozgrywki. Wielką niespodzianką dla fanów poprzednich części serii będzie…niemal wszystko. Jeśli nie graliście w międzyczasie w World of Warcraft to mam dla was złe wieści. System wprowadzony w Diablo III do złudzenia przypomina ten znany ze starych gier MMO. I tak wraz z awansem naszej postaci, nie będziemy przydzielali żadnych punktów ani statystyk – nie będziemy również wybierali i rozwijali umiejętności.

Jednak omawiając mechanikę należy wspomnieć jeszcze o kilku innowacyjnych drobiazgach odróżniających tę grę od innych. Przede wszystkim wprowadzony został nowy system tworzenia przedmiotów (craftingu). Zbierając i kolekcjonując odpowiednie surowce możemy przerabiać je na lepszą od przeciętnej broń i zbroje. Niestety jest to zabieg częściowo losowy i sami nigdy do końca nie wiemy co tak naprawdę nam wyjdzie. Aby uzyskać dobry, pożądany oręż musimy niekiedy tworzyć go kilkukrotnie.

Jest to bardzo irytujące i czyni z tej funkcji raczej zabawkę, niż prawdziwe narzędzie. Zwłaszcza w chwili, gdy do naszej dyspozycji jest dom aukcyjny. Wytworzenie potężnego przedmiotu u kowala zajmie nam wiele godzin – jego zakupienie to zaledwie chwila. System aukcyjny czyni zarówno z dropów jak i craftingu funkcje trzeciorzędne. I negatywnie wpływa na balans całej rozgrywki. Co więcej?

Z Diablo zostało usunięte drzewko umiejętności – zastąpiono je mało intuicyjnym panelem, który umożliwia aktywowanie i modyfikację zdolności automatycznie przyznawanych po awansie na odpowiedni poziom.

Każda ze zdobytych umiejętności może być modyfikowana przez automatycznie otrzymywane runy. Są one swego rodzaju ulepszeniami do podstawowych zdolności i dodają do nich efekty np. odrzutu lub działania obszarowego. Dzięki licznym kombinacjom umiejętności i run Diablo III pozwala na dosyć liczne eksperymenty i zabawę. Ilość tych kombinacji robi wrażenie. Niestety szybko okazuje się, że nie różnią się one zbytnio od siebie i w zasadzie każda losowa konfiguracja pozwoli nam na koszenie setek wrogów bez wielkiego uszczerbku na zdrowiu. Postaci w Diablo III zwyczajnie nie można popsuć.

Nie wdając się dalej w techniczne szczegóły – obecnie każda postać w Diablo będzie identyczna. Jedyna różnica to poziom i ekwipunek. Innymi słowy – czarodziej, którym osiągniesz 60 poziom będzie taki sam jak każdy inny, którego spotkasz.

Nie ma możliwości wyspecjalizowania postaci w jednej rzeczy, nie możemy budować własnego unikalnego zestawu – jedynie dostosować go i przystosowywać do aktualnej sytuacji. Bardzo spłyca to rozgrywkę i czyni grę dziwnym programem do symulacji idealnego herosa. Blizzard tłumaczył się, że ten system ma być lekiem na złe buildy postaci. Tylko po co?

Przecież my kochamy nasze postacie nie przez ich zalety – ale mimo wad. Sam doskonale pamiętam, że w Diablo 2 grałem totalnie sknoconym barbarzyńcą (nie przeszkadzało mi to w niczym), nieco lepszym paladynem (cieszyłem się jak dziecko, gdy okazało się że dobrze zbudowałem drzewko umiejętności) oraz genialną i nieśmiertelną amazonką (zimna kalkulacja i chęć stworzenia terminatora). Według mnie Diablo III powinien mieć nazwę kodową:

…WSZECHOBECNA AUTOMATYZACJA.

Bo gra robi wszystko za nas. Umiejętności i statystyki dodają się same. Wszystkie (nawet pospolite) przedmioty mają ograniczenia co do klas i tak np. nie stworzymy mnicha z dwuręcznym mieczem czy czarodziejki z kuszą. Co więcej – ograniczenia idą tak daleko, że nie możemy zdecydować nawet w jakiej kolejności ułożymy sobie umiejętności na dolnym pasku. Jednak…tutaj twórcy chyba uznali, że nieco przegięli i dołączyli funkcję odblokowania paska umiejętności w menu z zaawansowanymi opcjami (sic!).

W Diablo III automatyczne jest więc wszystko – teleport do miasteczka, identyfikacja, zapisywanie gry czy dołączanie do rozgrywek innych graczy (nie ma dawnych „pokoi”).

Wszystkie bardziej zaawansowane opcje gry poszły pod topór. Niestety tak samo stało się z trudnością.

Diablo 3 to przedszkole dla gier aRPG – doświadczenie przerażająco łatwe i monotonne. Tak jak w poprzednich częściach – rozpoczynając nową grę nie mamy możliwości wyboru poziomu trudności. Niestety jednak szybko okazuje się, że poziom „normalny” jest tak banalnie prosty, że w pewnym momencie zacząłem zadawać sobie pytanie czy to ja tak wymiatam czy z grą jest coś nie tak. Arcydemon Azmodan, monstrualna bestia z dna piekieł dowodząca legionami demonów pada po…kilkunastu sekundach. Diablo po około dwóch i pół minuty.

Teoretycznie w grach tego typu poziom trudności powinien rosnąć wraz z dołączeniem się nowych graczy. Niestety i ten aspekt Blizzard postanowił zepsuć – grając w cztery osoby nie odczuwamy praktycznie żadnej różnicy ani w mocy potworów – ani w wyrzucanych przez nie przedmiotach. Jest to bardzo rozczarowujące.

Za muzykę odpowiedzialny jest Russell Brower – znany z soundtracków do World Of Warcraft oraz bajek Disneya takich jak Animaniacy. Osobiście uważam, że ścieżka dźwiękowa z Diablo 3 jest bardzo słaba. Niezbyt ciekawa, niezbyt wciągająca i – co najgorsze – bez chwytliwych, wpadających w ucho momentów. Poszczególne aranżacje (w których prym wiodą chóry i instrumenty dęte) są nijakie i w żaden sposób nie dodają tempa całej akcji. Brower tak jak reszta zespołu odwalił swoją pańszczyznę, wydusił kilkadziesiąt minut brzdąkania i zapadł w zimowy, ociężały sen na górze skarbów którą pewnie otrzymał w zamian. Nie polecam.

Nie lepiej sprawy się mają z polskimi aktorami dubbingowymi. Są sztuczni, sztywni i w przerażającej większości – po prostu nudni. Grajcie w wersję angielskojęzyczną z polskimi napisami – zdecydowanie więcej w niej życia i emocji.

PODSUMOWANIE

Diablo III to produkcja przeciętna z tendencją spadkową. Gra jest po prostu taka sobie a ta przeciętność i nijakość na pewno dyskwalifikuje ją jako premierę roku. Na osobne piekło zasługują pomysłodawcy singlowej gry on-line. Jest to nie tylko perfidna i uciążliwa forma DRM, ale także system psujący doznania z samotnej rozgrywki. Zwyczajny informatyczny potworek powodujący lagi (single-lagi?) oraz zawieszający animacje. Okropność.

NA KONIEC

Diablo III to typowy i mało interesujący przeciętniak – gra zrobiona według staromodnych standardów, nieco zarozumiale nazywająca się prekursorem jakiegoś nurtu czy gatunku. Niestety, doskonałe studio jaki był Blizzard North nie istnieje już od wielu lat a ich najbardziej kreatywni i najlepsi ludzie tworzą własne gry i robią to z lekkością oraz finezją. Blizzard Entertainment sprawia wrażenie ociężałej, ospałej i wiecznie głodnej bestii – łakomej na każdego centa, którego może wyrwać od gracza.

Nie mam nic do grubasków (Ubisoft) ani nawet spaślaków (Electronic Arts). Lubię jednak grę w otwarte karty i jasne zasady wyznawane przez firmę. A tu, jak się okazuje w myśl zasady „nie drzwiami to oknem” (lub „nie abonamentem go – to prowizją”) Blizzard kombinuje również jak tu obejść dożywotnio bezpłatny Battle.net – gdyż na pudełku trzeciego Diabolo znaleźć możemy informację o możliwości wprowadzenia abonamentu. Ech, Blizzard – ty łakomczuszku!

PLUSY:

[bullet_list icon=”plus”]
  • Franczyza Diablo III (i powrót do świata Sanktuarium)
  • Bardziej użyteczni i rozgarnięci towarzysze.
  • Przepiękne przerywniki filmowe.
  • Grywalność!
  • Replayability!
  • Rozbudowana baza wiedzy.
  • System craftingu.
  • Dosyć mroczna oprawa i ogólny klimat.
  • Wprowadzenie systemu fizyki i destrukcja otoczenia.
  • Czytane dzienniki i informacje o potworach.
  • Ogromna społeczność internetowa.
[/bullet_list]

MINUSY:

[bullet_list icon=”minus”]
  • Niezwykle ostre i zawodne zabezpieczenie DRM.
  • Brak opcji prawdziwego trybu single player.
  • Lagi (nawet gdy gramy sami).
  • Przeciętna oprawa wizualna.
  • Słaba muzyka i dubbing.
  • Wszechobecna automatyzacja!
  • Brak PvP!
  • Słaba optymalizacja (wadliwe skrypty ściągania danych lub grafiki).
  • Nieudolne bazowanie na licencji.
  • Siłowanie się z fabułą, niezbyt zaskakujące zwroty akcji i nudne postacie.
  • Odgrzewane kotlety (znów Leoryk, Butcher-Rzeźnik, Izual, Adria, Cain, Diablo…).
  • Nieśmieszne żarty prowadzącego (Mięsne Jeże, My Little Pony, Krowi Level, Co ja pacze).
  • System aukcji vs crafting vs dropy (3:0:0) = zrujnowany mechanizm lootu.
  • Wprowadzenie aukcji za prawdziwe pieniądze.
  • Mało satysfakcjonujący poziom trudności (zbyt łatwo!).
  • Kulawe skrypty przeciwników.
  • Tylko 4 graczy!
  • Brak globalnego chata i rozgrywek.
  • Nie nagradzające, często idiotyczne achievementy (dołączyłeś do gry, założyłeś magiczny przedmiot, wykorzystałeś teleport)
  • Brak prawdziwych wyzwań.
  • Brak rankingów najlepszych postaci.
  • Brak zapisu (oraz słaby system checkpointów).
  • Częste wylogowania i błędy po stronie serwerów.
  • Sztuczne wydłużanie czasu gry (misje-zapychacze, długi teleport, długa identyfikacja, ślamazarny bieg etc.)
  • Niesatysfakcjonująca walka z bossami (Butcher 45 sek, Magdha 30 sek Azmodan 15 sek, Diablo 120 sek etc.)
  • Niezbyt klimatyczne i lalusiowate potwory (boss zwany Magda? Litości…)
  • Bardzo nieintuicyjny interfejs.
  • Brak w pełni generowanych losowo map (powtarzające się segmenty zabijają monotonią).
  • Wszechobecna ociężałość postaci.
  • Brak cyklu dnia i nocy.
  • Brak Kostki Horadrimów (lub jej substytutu).
  • Brak run dla broni
  • Brak wielopoziomowych jaskiń i lochów.
  • Słaby tryb multiplayer (brak questów przeznaczonych tylko dla drużyn etc.)
  • Domniemany abonament.
  • Niedorzeczne ograniczenia broni.
  • Stosunek jakości do ceny.
[/bullet_list]

P.S. Argument o tym, że zabawa zaczyna się dopiero na 60 lvl (i to na poziomie Inferno) jest zupełnie chybiony i nieprawdziwy. Na miły bóg! Jest dopiero cztery dni po premierze a już teraz Fanatyczni Bojownicy w Służbie Diablo III piszą, że jest banalnie i zbyt prosto. Koniec bajki – już wszyscy, którzy chcą widzieć – widzą, że król jest nagi.

3 komentarze

  • Eksterminator pisze:

    Ściągając ostatnią kopię Diablo 3 z półki sklepowej nie towarzyszyła mną taka radość i napięcie, jak przy okazji chociażby StarCrafta 2 czy Wiedźmina 2, ponieważ zwyczajnie starałem się omijać reklamy, wypowiedzi deweloperów i różne akcje nakręcające zjadaczy chleba do zakupu produkcji, na którą de facto czekamy niespełna 12 lat od pojawienia się drugiej części gry. Wcielę się więc w obrońcę i podejmę walkę o dobre imię niektórych, tutaj wymienionych, wad.

    Do grafiki podchodzę z ogromną rezerwą. Choć produkt w dniu premiery powinien być skończony, to Diablo 3 wydaje się takie nie być. Powtarza się zresztą ta sama historia. W StarCrafcie 2 również od początku nie mogliśmy się cieszyć bardzo dobrą oprawą wizualną. Poziomy ustawień graficznych takie, jak Ultra, doszły dopiero kilka tygodni, miesięcy po premierze. Temat stylizacji graficznej muszę jeszcze przemyśleć kilka razy, aby móc coś o tej sprawie powiedzieć. Osobiście podoba mi się polska wersja językowa i do takich rzeczy, jak „Mięsny Jeż” nie mam nic przeciwko, a i gra aktorska według mnie stoi na przyzwoitym poziomie.

    Tak samo jest z oprawą audio, aczkolwiek tutaj dochodzimy do strefy gustów i guścików, a przecież de gustibus est non disputandum i trudno będzie tutaj o obiektywną opinię, o ile ona w ogóle istnieje, bo jeden woli zupę pomidorową, a drugi ogórkową i jest to zupełnie w świecie normalne. O ile dom aukcyjny jest zupełnie dobrowolny i nie widzę powodów, żeby krytykować kogoś kto kupił przedmiot za prawdziwe pieniądze, to przeraża mnie widmo płacenia abonamentu za rozgrywki PVP, które „będą, jak będą”. Nie chcę być okrutny, ale w tym momencie najbardziej widać wpływ Acitivison oraz generującego ogromne wpływy World of Warcraft, a przecież w StarCraftcie 2 w dodatku HotS ma pojawić się dawno zapowiadany sklep z mapami.

    Bardzo szkoda, że nie mamy również realnego wpływu na rozwój postaci, bo może ktoś chce być mnichem i walić z osławionego „dwuręcznego axa”, albo barbarzyńcą o talentach magicznych? Wracając na moment jeszcze do meritum sprawy. Poziom trudności, jak dla mnie jest dosyć wyrównany i w drugim akcie miałem niejednokrotnie sporo problemów z wyjścia opresji bez szwanku. Podobają mi się również odwołania do poprzednich części i stare dźwięki takie, jak np. szelest monet. Ogólnie rzecz ujmując. Na Diablo 3 nie czekałem z zapartym tchem w piersiach, więc dlatego moje rozczarowanie zapewne jest mniejsze, aniżeli starych wyjadaczy opowieści o wiecznej walce dobra ze złem. Czekam tylko na rozwój wypadków oraz na premierę Torlighta 2 oraz Path of Exile. Obiecuję, że wtedy stwierdzę, czy król rzeczywiście jest nagi.

  • Krystian pisze:

    A ja do tej pory poluję i na pełną pudełkową wersję i/lub chociażby sam klucz zarówno jak chociażby na klucz do wersji „trial’owej”. Smuci mnie ten fakt, że byłem w empiku na premierze i należałem do wąskiego grona osób, które chętnie by kupiły, lecz nie pozwalały na to środki. Jednakże miałem okazję pograć trochę w betę i na ile zauważalne zmiany, w porównaniu z pełną wersją (materiały internetowe, relacje znajomych itp.) są wg. mnie bardzo małe, na tyle nie mogę się wypowiedzieć więcej na temat tej gry i choć bardzo żałuję, że powyższej gry nie mam, to jakoś niespecjalnie mnie ciągnie do jej kupna. Opinie są bardzo podzielone i o ile jednej osobie się spodoba, to inna powie że oczekiwali nieco więcej. Pozostaje mi tylko polować dalej, a w międzyczasie oczywiście beta TL 2 i hype na Lineage Eternal :).

  • NoVaK pisze:

    Myślę, że trochę za bardzo pojechałeś Diablo z kilku prostych powodów:
    1. Trójeczka jest bardzo nastawiona na wspólny Mordor i farmienie więc jeśli nie tego chciałeś to zapraszam do Torchlight’a 2 😛
    2. tryb PvP będzie niebawem odblokowany więc bądź gotowy 🙂
    3. Wiadomo Gry Blizza po kilku latach zawsze diametralnie się zmieniają więc są szanse, że wytną DRM’a po czasie np 2 latach 😛
    4. Bądźmy dobrej myśli w końcu to Blizzard Entertainment troche zmieniony ale wciąż to on a oni zawsze dbali o swoje gry
    5. Powodzenia

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.