Recenzje

Primordia

By 5 grudnia 2012 3 komentarze

Jakie to szczęście w nieszczęściu, że gry przygodowe są niszą w branży wirtualnej rozrywki. Jednak taka, a nie inna sytuacja pozwala świadomym tego twórcom, tworzyć naprawdę dojrzałe produkcje i tu nie chodzi tylko o stylizację, a fabułę i narrację! Przygodówki pozwalają również ruszyć głową – za to je lubię, ale taka ich również rola!

Primordia to najmłodsze dziecko Wadjet Eye Games. Ta sama firma tworzyła takie gry The Blackwell Deception, czy robiącą furorę Gemini Rue. Nie dziwi więc fakt zamysłu gry. Twórcy po raz kolejny sięgają po stylizację, która na pewno spodoba się graczom pamiętającym chociażby pierwsze części serii Monkey Island – niska rozdzielczość i piksele potrafią przecież chwycić za serce i to wcale nie są złośliwe wywody, bo żeby narysować dobre, klimatyczne, spójne, rozpikselowane tła i postacie trzeba się bardzo postarać i to trzeba przyznać twórcom. Od początku przygody mamy do czynienia z cyberpunkowym, utopijnym światem, który od początku jest tak gęsty i spójny, że klimat dosłownie potrafi zrobić spięcie na synapsach gracza.

Tak dobrej gry nie widziałem już dawno, a warto to jeszcze raz podkreślić, że to gra przygodowa, a co za tym idzie fundusze, nakład sił na stworzenie produkcji nie jest tak ogromny, jak chociażby w przypadku Call of Duty, czy rodzimego Wiedźmina. Wydarzenia, subtelne przerywniki filmowe, sposób opowiadania historii powoduje zatracenie się w tym niepowtarzalnym, postapokaliptycznym, spójnym świecie. Przy okazji jednego z odcinków naszego podcastu, pochylaliśmy się nad pytaniem, czy gry mogą być sztuką. Byłem jednym z tych, który do tego tematu podchodził z wielką dozą sceptycyzmu. Jak już się pewnie domyślacie Primordia zmieniła mój światopogląd.

To co zrobili twórcy prezentując ponury, nieprzyjemny świat, gdzie żyją tylko i wyłącznie świadome, myślące, mające uczucia roboty, trzeba określić mianem majstersztyku roku, choć zdarzyły się drobne potknięcia. Wraz ze zmianą rozdzielczości na większą zamiast utrzymywania pikselowej stylistyki, mamy do czynienia z rozmazanym tłem, choć postacie nadal są bardzo wyraźne. Dodatkowo twórcy obok fantastycznej oprawy, przemycają frazesy dotyczące robotyki. Znajdziecie tu również odpowiednie dla specyfiki gry filozoficzne i religijne wywody. Warta podkreślenia jest jeszcze potęgująca klimat, enigmatyczna muzyka stworzona przez Logan’a Cunningham’a – tego samego jegomościa, który tworzył ścieżkę dźwiękową dla wielokrotnie nagradzanego Bastionu.

Człowiek jest Bogiem, stwórcą, konstruktorem. Trzeba przyznać, że takie rozwiązanie fabularne jest nietuzinkowe w takim świecie, jakim przedstawili nam deweloperzy. Ludzkości już nie ma, dawno wyginęła. Wziąwszy to pod uwagę nie dziwi fakt, że człowiek zaczyna obrastać legendą, tworzą się wokół niego mity.

Naszym protagonistą jest piąta wersja Horatio Nullbuilt’a – jest to humanoidalny robot. Odczuwając tęsknotę stworzył swojego małego przyjaciela – Crispin’a. Jakkolwiek by to nie brzmiało, jego towarzysz jest niedorobiony. Brakuje mu tułowia, rąk, nóg. Musi lewitować i zdatny jest tylko do przenoszenia małych rzeczy, bądź dostawania się do różnego rodzaju wąskich korytarzy i tuneli. Przy okazji grania w Primordię przypomniał mi się Morte z Planescape Torment, czy Max’a z równie miłej przygodówki – Sam & Max. Przez całą grę będziemy słyszeć nieraz pikantne, figlarne docinki – te powinny zapaść nam w pamięć na długo. Kilkakrotnie musiałem hamować wybuchy śmiechu, co powinno być najlepszą certyfikacją.

Jak rozpoczyna się nasza przygoda? Nasza niezależność od Metropolii kończy się w chwili, gdy z naszego statku skradzione zostaje niezwykle istotne źródło zasilania. To zmusza naszego Horatio do opuszczenia bezpiecznego domu i wyruszenia w nieznane, na bezkresne pustkowia w celu odnalezienia zguby i odkrycia własnej, tajemniczej przeszłości. Będzie nam dane odwiedzić złomowiska i inne dziwne relikty przeszłości. W miarę rozwoju akcji trafimy również do miasta Metropol – tego, gdzie, jak podkreśla nasz główny bohater, zaczynają się problemy.

Jak to w grach przygodowych bywa, będziemy mieli styczność z różnego rodzaju zagadkami. Te wydają mi się wyważone, pomysłowe, a niekiedy niezbyt skomplikowane. Przy odrobinie znajomości języka angielskiego z żadną z nich nie będziecie mieć problemu, o ile jesteście na tyle szaleni, żeby w bliżej niezidentyfikowanym oleju widzieć klej…

Fani Minecrafta też znajdą coś dla siebie, gdyż odpowiednie elementy możemy ze sobą łączyć, wtykać, spawać oraz kombinować ile dusza zapragnie.

Jeśli jednak stwierdzimy, że nie mamy kompletnie zielonego pojęcia co dalej możemy zrobić, z pomocą przyjdzie nam nasz pocieszny towarzysz – będzie nam służyć radą, chyba, że go wyjątkowo mocno zirytujemy. Pamiętacie pewnie z WarCrafta, bądź StarCrafta, kiedy klikaliśmy na jedną postać zbyt długo? Wtedy dowiadywaliśmy się różnych, ciekawych, śmiesznych rzeczy. Tak jest i tutaj. Robot potrafi nas instruować powołując się na Biblię dla robotów. Jeżeli nawet to już nie pomoże, możemy aktywować komentarze twórców. W odpowiednich miejscówkach zostaniemy uraczeni anegdotami, podpowiedziami, a nawet żartami, bo humoru w grze dostatek – chociażby pod postacią tzw. easter eggów. Niektóre wybory zmienią nasze dalsze drogi.

Naprawdę cieszę się, że Primordria jest! Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że tej produkcji tytuł gry roku należy się, jak psu buda. Rozkłada na łopatki, łechta wyobraźnię. Mógłbym dalej wymyślać takie hiperbole, bo czuję się w obowiązku! Gdy grą zaopiekuje się jakiś polski wydawca, wsadzi krążek w pudełko i odpowiednio dobrze ją spolonizuje, to na pewno będzie miał moje zamówienie, nawet to przedpremierowe!

PLUSY:

[bullet_list icon=”plus”]
  • oprawa graficzna jest majstersztykiem,
  • świetna para bohaterów,
  • spójna stylistyka,
  • enigmatyczna muzyka Logan’a Cunningham’a,
  • klimat RPG,
[/bullet_list]

MINUSY:

[bullet_list icon=”minus”]
  • tła przy większej rozdzielczości potrafią się rozmazać,
  • wymaga myślenia – dobra, żartowałem 😀
[/bullet_list]

DEMO DO POBRANIA TUTAJ: http://www.wadjeteyegames.com/primordia.html

Autorem recenzji jest Rysiek Makuch

3 komentarze

  • Rejke pisze:

    Naprawdę świetna gra 🙂 Właśnie testowałam demo.
    Dobrze działa na Wine.

    • Bardzo dobrze, że dali demo – inaczej skidrow wrzuciłby je za nich 😛 Mam nadzieję, że ta produkcja przebije się do świadomości masowej. Gry potrafią opowiadać o mądrych i inspirujących rzeczach.

  • Rejke pisze:

    Zgadzam się z Tobą 🙂
    Co do dema ma jeszcze dla mnie tą istotną funkcjonalność, że mogę sprawdzić czy gra będzie działać bez problemów u mnie na Wine. Byłoby trochę smutno gdybym wydała na nią pieniądze i okazało się, że noooo… niestety, ale tym razem nie pograsz człowieku! 🙂

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.