The Incredible Adventures of Van Helsing

Poprzedni rok sprawił, że o gatunku hack and slash zaczęło się znowu mówić – jak się okazuje gracze tęsknili za lekkimi grami akcji, osadzonymi w fantastycznych światach i pozwalającymi powrócić do prostych ale genialnych w swej prostocie, rozgrywek znanych z ogromnej ilości przeciwników i niekończących się stosów skarbów.

Sceptycy stwierdzą już na starcie, że gatunek jest tak monotonny i samopowtarzalny, że tak naprawdę do pełni szczęścia wystarczyłoby wrócić do drugiej części sławnego Diablo – bo „i tak nic się innowacyjnego w gatunku nie wydarzyło”. W pewnym sensie muszę się zgodzić – tak, The Incredible Adventures of Van Helsing nie jest grą wizjonerską i innowacyjną ale prawda jest taka, że nigdy taką nie miał być.

Na The Incredible Adventures of Van Helsing czekałem od niemal roku – to właśnie wtedy węgierskie studio Neocore zaprezentowało pierwsze zrzuty ekranu i nagrania wideo. Czekałem i wypatrywałem wieści, nic jednak nie przygotowało mnie na rozgrywkę i jakość jaką zaprezentowała sobą gotowa gra. No ale zacznijmy od początku…

…czyli od historii. Głównym bohaterem jest potomek sławnego łowcy potworów, Abrahama Van Helsinga (szczególną niechęcią darzącego zwłaszcza transylwańskie wampiry oraz temu podobne plugastwa). Jako, że historyczny Van Helsing dawno już wącha kwiatki od spodu to właśnie nam przyjdzie zmierzyć się ze stworami z Borgovii, która jako żywo przypomina średniowieczną Rumunię.

Jednak w naszej walce nie jesteśmy sami, nasza towarzyszka – Lady Katarina zawsze jest w pobliżu i mimo, że jej cyniczne docinki są nieraz ostrzejsze od miecza, takie towarzystwo ma swoje dobre strony…tym bardziej, że Katarina jest duchem. I to dosyć krwiożerczym.

Nasza podróż rozpoczyna się w wiosce zwanej Markovna – Van Helsing zmierza tamtędy do Borgovii aby sprawdzić ile prawdy jest w pogłoskach, jakoby na ulicach miasta pojawiły się przedziwne kreatury – niestety nasza droga zaczyna się od małego trzęsienia ziemi (dosłownie i w przenośni) i już od pierwszej chwili zmuszeni jesteśmy walczyć o życie, gromiąc przy tym legiony stojące nam na drodze.

VanHelsing_Katarina_005

W swojej podróży odwiedzimy najróżniejsze miejsca – gęste lasy, jaskinie, bagna ale również mroczne steampunkowe lokacje, szalone laboratoria i piwnice. Warto tutaj zauważyć, że mapy nie są generowane losowo – pozwoliło to na dopracowanie wszystkich zakamarków i trzeba przyznać, że obszary które przemierza Van Helsing bardzo pozytywnie wyróżniają się w tym aspekcie (produkcja stoi tutaj w opozycji do totalnie losowych gier takich jak Torchlight II czy Path of Exile). Ma to niestety również swoje minusy – a właściwie jeden główny – kolejne przejścia gry nie wniosą do niej nic nowego.

Na uwagę zasługuje cała oprawa graficzna – śliczna, dopracowana i ciesząca oko wieloma detalami. Bardzo podoba mi się zdecydowane nawiązanie do stylistyki steampunk – gra przywodzi na myśl światy znane z Arcanum oraz Fable – takie skojarzenia same w sobie stanowią o jej jakości. Animacje są płynne i zgrabne, efekty zaklęć cieszą oko a interfejs dobrze wpasowuje się w całokształt oprawy. Warto tutaj zwrócić uwagę na specyficzny humor występujący nawet w kreacji graficznej – napotkane postacie  bardzo często noszą cechy autoironii np. burmistrz Markovnej to brzuchaty wąsacz wyglądający tak swojsko, jak rumuński chłop sprzed kilku stuleci. Bardzo cieszę się, że twórcy uniknęli sztucznego patosu i dziecinnej narracji, dzięki temu gra uzyskuje świeżość i zachęca do ponownego jej odpalenia.

VanHelsing_Katarina_003

Jeśli chodzi o mechanikę samej rozgrywki to tutaj nie ma zaskoczeń – Van Helsing potrafi z równą łatwością wymachiwać mieczem, siać postrach za pomocą broni palnej oraz czarować i w zasadzie nie ma żadnej różnicy w jakiej dyscyplinie postanowimy go wyspecjalizować. Na normalnym poziomie trudności rozgrywka jest bardzo płynna i zrównoważona na tyle, że większość graczy nie poczuje nudy ani frustracji.

Pewnym novum jest współczynnik furii, która ładuje się tym szybciej im więcej wrogów zagraża nam w bezpośrednim starciu – wykorzystując zgromadzone punkty możemy zmaksymalizować atak i zadać druzgocące ciosy na dużym obszarze.

Nieocenioną pomocą okazuje się nasza urocza towarzyszka. Lady Katarina może walczyć w zwarciu, na dystans lub przyjąć pasywną, eteryczną formę aby wspomóc nas w obronie. Jednocześnie dysponuje ona pełnym ekwipunkiem o który musimy dbać oraz własnym drzewkiem umiejętności specjalnych, które zdobywa wraz z kolejnymi poziomami.

Co istotne – Lady Katarina to bardzo sprytna dziewczyna i wykorzystując odpowiednie funkcje możemy ustawić jej bardzo konkretne zachowania w określonych okolicznościach – innymi słowy – zaprogramować ją tak, aby swoim stylem walki dopełniała naszego bohatera.

Mimo pozornej powierzchowności i gatunkowej prostoty ten hack and slash potrafi pozytywnie zaskoczyć! Chodzi mi głównie o grę na wyższych niż normalny poziomach trudności – dopiero wtedy okazuje się, że każdy punkt umiejętności jest na wagę złota a granie bez należytego skupienia i błyskawicznych reakcji na otaczających nas wrogów kończy się natychmiastową śmiercią.

Mimo, że samo umieranie nie jest karane w jakiś szczególny sposób (uderza nieco po kieszeni) – to i tak muszę stwierdzić, że okupienie walki z pomniejszym bossem trzydziestoma własnymi zgonami nie należy do najprzyjemniejszych doznań.

Właśnie za tę różnorodność i wybór spoczywający na barkach gracza muszę developerów pochwalić – stworzyli oni grę, która zadowoli zarówno graczy niedzielnych jak i totalnych zapaleńców szukających mocnych wrażeń.

Nie byłbym sobą gdybym nie wspomniał o duszy poruszającej każdą cyfrową produkcję – czyli muzyce. Robię to tym chętniej, że w przypadku The Incredible Adventures of Van Helsing mamy do czynienia z prawdziwym kompozytorskim majstersztykiem! W ponad godzinnym soundtracku Gergely Buttinger zawarł tyle fantastycznych dźwięków i kompozycji, że spokojnie wystarczyłoby ich dla dwóch kolejnych gier.

Muzyka nawiązuje oczywiście do stylistyki całej gry i jest mieszaniną folkloru, liryki i kinowych „mocnych uderzeń”. Wszystko to spięte skrzypcowymi aranżacjami za które odpowiedzialny jest rewelacyjny Gergely Balázs. Dźwięk żywych instrumentów nadaje grze mocy i głębi – tym bardziej, że głosy oraz odgłosy postaci stoją na równie wysokim poziomie.

Na uwagę zasługuje przede wszystkim świetnie zagrany głos Lady Katariny – hiszpański akcent, cyniczne uwagi, błyskotliwe pointy – wszystko to sprawia, że Van Helsing wydaje się grą niemal kompletną.

VanHelsing_x648

Gra rzeczywiście wykonana jest z podziwu godną dbałością o detale – niestety w czasach wielomilionowych super produkcji nawet takie dopracowanie powoli przestaje wystarczać. Grając w grę wciąż nie mogłem pozbyć się wrażenia, że developerzy musieli pójść na pewne kompromisy (a kasa, nie oszukujmy się – zawsze musi się zgadzać). W związku z tym nieco po macoszemu potraktowany został tryb sieciowy oraz tzw. end game, czyli czas gdy skończyliśmy główną fabułę a mimo wszystko nie chcemy rozstawać się z tytułem i coś byśmy jeszcze upolowali.

Niestety 15-20 godzin to maksymalny czas jaki spędzimy z tym tytułem, jednak tę wadę szybko rekompensuje bardzo atrakcyjna cena – tak więc mimo, że gra pozostawia pewien niedosyt, nie mam wątpliwości, że jest ze bardzo udaną produkcją i mogę ją polecić każdemu. Nawet niedowiarkom, którzy twierdzą, że gry action RPG skończyły się na drugim Diablo…

Plusy:

[bullet_list icon=”plus”]
  • lekki, inteligentny, wszechobecny humor,
  • piękna grafika,
  • fantastyczna muzyka,
  • szczegółowość świata,
[/bullet_list]

Minusy:

[bullet_list icon=”minus”]
  • jednorazowość,
  • ograniczony multiplayer,
[/bullet_list]

Leave a Reply