Recenzje

Torchlight 2

By 20 września 2012 No Comments

Oto recenzja Torchlight 2 – wielkiej produkcji małego studia, które już raz udowodniło swą wartość. Mowa oczywiście o Runic Games a kto o nich nie słyszał, niechaj wie, że w praktyce jest to cała ideologiczna i artystyczna spuścizna po nieodżałowanym Blizzard North. Travis Baldree, Max Schaefer, Erich Schaefer oraz Peter Hu to założyciele studia i główni projektanci Diablo 1 i Diablo 2. Matt Uleman – kompozytor charakterystycznej, gitarowej muzyki dołączył krótko potem, aby swoim talentem po raz kolejny tchnąć życie w nowe RPG akcji.

Słowem wstępu…

Wypisuję powyższe nazwiska w bardzo ważnym celu – aby uświadomić wszystkim, że za produkcją gry stoją ludzie. Nie ma obiektywnego bytu zwanego Runic Games, Frozenbyte czy Blizzard – to wszystko są grupy ludzi, którzy dla ułatwienia sobie i innym życia, nazwali się jedną nazwą. Dlatego nie pochwalam stwierdzeń, że jakaś firma robi dobre gry a inna złe. Gry są robione przez osoby, artystów grafików, animatorów, scenarzystów i z tą myślą zapraszam na recenzję właściwą.

Torchlight 2 był w produkcji już podczas tworzenia pierwszej części. W Runic Games wiedzieli, że muszą wydać „okrojoną jedynkę” aby w spokoju zbudować pełnoprawną, wieloosobową grę która będzie tym, czym chcieli aby była – ogromnym przedsięwzięciem, oferującym setki godzin rozgrywki i wysoki współczynnik odgrywalności. Co ciekawe, jak kiedyś już pisałem – firma postanowiła zaangażować do produkcji rosnące grono fanów – tak, aby ci najbardziej zatwardziali gracze mogli w końcu mieć grę dla siebie.

Fabuła Torchlight II jest bezpośrednią kontynuacją historyjki z poprzedniej części. Piszę „historyjki” gdyż ta właśnie opowiastka o „wielkim złym przeciwniku” – tak sztampowa i oklepana, jest najsłabszym ogniwem gatunku hack’n’slash. Na próżno szukać tu twistów fabularnych, wciągającej historii czy fascynujących bohaterów. Gra od samego początku w bardzo zdawkowy sposób informuje nas, że zły Alchemik przemierza świat i naszą misją jest go dorwać i wybić mu z głowy wszystkie nikczemne plany. Torchlight 2 nie prezentuje praktycznie żadnej logicznej historii, ale jest to swego rodzaju…ciężar gatunkowy. Nie istnieje gra (a przynajmniej nic mi o takiej nie wiadomo) aRPG, która opowiada mądrą czy dorosłą fabułę. Nie czepiajmy się więc tego aspektu.

Graficznie Torchlight II prezentuje się bardzo dobrze – o ile oczywiście ktoś lubi grafikę wektorową, komiksową stylistykę i odważną zabawę kolorem. Ja lubię z dwóch powodów – po pierwsze jestem grafikiem i wiem, jak trudne jest opanowanie dobrej, kolorowej stylistyki. Po drugie – takie gry wizualnie odprężają i porównać je mogę do czytania fajnego, tradycyjnego komiksu. Gdy mamy spędzić przy danym tytule kilkaset godzin (a w przypadku Torchlight 2 jest to absolutnie możliwe, o czym zaraz) to lepiej, aby nasze oczy były karmione nasyconymi, dobrze dobranymi barwami.

Najważniejszą kwestią jest wygląd i dostosowanie bohatera – możemy więc wybrać płeć, twarz i uczesanie oraz zdecydować jakiego zwierzaka weźmiemy jako towarzysza wesołej eksterminacji. Opcji jest cała masa i myślę, że nikt nie powinien narzekać na wykonanie modeli, czy ich animację. Co więcej – gra niebawem doczeka się edytora, tak więc wszelkie życzenia związane z grafiką i dostosowaniem postaci będziemy mogli spełnić.

Omawiając kwestie estetyczne nie można pominąć wyglądu lokacji – ilość detali jest wprost imponująca! Wszystkie lochy, stepy, fabryki, lasy czy mokradła są wręcz przesycone maleńkimi szczegółami – ruchomymi detalami, blikami światła, elementami otoczenia. Aż trudno uwierzyć, że wszystkie te detale są generowane modularnie – w oparciu o skrypt, który losuje dla nas unikatowe światy. Co ważne – nie odczułem tutaj powtórzeń jakichś elementów, budowli i innych „przeszkadzajek” – dopiero na samym końcu gry w oczy rzuciło mi się częste występowanie pewnego hutniczego pieca…ale może zamówili hurtowo? 🙂

Umiejętności mają swoje unikalne animacje i tutaj trzeba przyznać obiektywnie, że graficy spisali się rewelacyjnie. Każda z czterech klas dysponuje wieloma aktywnymi zdolnościami a każda z nich różni się od siebie i sprawia wrażenie potężnej oraz przemyślanej.

Na osobny akapit zasługują unikalni bossowie – są oni fenomenalni i stanowią jeden z najmocniejszych punktów tej gry. Każdy z bossów (a spotkamy ich setki) jest od siebie odmienny – i nie chodzi tu o zmianę jego koloru, czy umiejętności. To są unikalne jednostki, walczące i wyglądające zupełnie inaczej niż otaczające je „mięcho armatnie”. Wielkie brawa za ten wysiłek, bo naprawdę robi on wrażenie!

W stosunku do pierwszej części, znacznej zmianie uległa również mechanika. Przede wszystkim przebudowano klasy postaci i wprowadzono parametr „Charge” (czyli po prostu ładunek energii). Do wyboru mamy cztery klasy: Embermage, Berserker, Engineer, Outlander. Każda z nich charakteryzuje się totalnie inną mechaniką, sprawiającą, że w tę grę chce się grać – choćby po to, aby sprawdzić zupełnie inną taktykę. Poza umiejętnościami, każda z klas ma inaczej działający „Charge” – np. Berserker, eliminując kolejne moby wpada co chwilę w szał (który przyspiesza jego ciosy i ułatwia zadawanie „krytyków”), zaś Engineer ładuje poszczególne „oczka” – aby w odpowiednim momencie przywalić z całej, zgromadzonej siły.

Wrócił również system awansowania znany z pierwszej części – czyli poza tradycyjnymi punktami doświadczenia mamy również punkty sławy, które nie tylko pozwalają nam cieszyć się wypasionym tytułem – ale z każdym nowym poziomem dodają nam umiejętności.

Nawiązując do klasycznych systemów rozwijania bohatera – gra nie ogranicza nas w rozwoju swojego herosa. Należy jednak pamiętać, że nie ma możliwości ponownego rozdania punktów umiejętności (możemy jedynie, za odpowiednią opłatą cofnąć trzy ostatnie punkty).

Torchlight 2 jest dużo bardziej taktyczny od innych tego typu produkcji – najlepszym tego przykładem była walka z bossem, która zajęła nam aż 20 minut (i ponad 30 zgonów)! I wcale nie chodziło tu o finałową potyczkę…

Z technicznego punktu widzenia – gra doczekała się wielu innowacyjnych, świetnych rozwiązań. Co jakiś czas natrafić możemy na Phase Beast (Bestię Portalową), po zabiciu której otwiera się teleport do…innego świata. I nie chodzi tutaj o kolejny nudny loch – są to homogeniczne, przemyślane światy-wyzwania, które urozmaicają rozgrywkę i przykuwają na kolejne godziny.

W ogóle to Tochlight II jest najeżony sekretami – są więc zadania losowe, ukryte „easter eggi” a nawet questy związane z…porą dnia czy pogodą. Bo poza rewelacyjnymi levelami w grze zaimplementowano również symulację upływu czasu (pory dnia) oraz pogody (losowe zjawiska atmosferyczne takie jak deszcz, śnieg czy wichury). Aby graczom żyło się łatwiej wprowadzono wiele przyspieszaczy takich, jak portale pojawiające się po zabiciu bossa (abyśmy nie przebijali się przez puste lochy). Genialnym w swej prostocie jest nasz zwierzęcy towarzysz, który spełnia wiele ważnych ról i pozwala lepiej wczuć się w samą rozgrywkę. Może on atakować wrogów, nosić góry skarbów – ale może również skoczyć do miasteczka aby sprzedać łupy i zakupić mikstury leczenia czy many.

Sama walka jest bardzo szybka i dynamiczna – wrogowie działają na wiele różnych sposobów, często zaskakują i nie dają nam ani chwili wytchnienia. Tempo gry jest bardzo duże już od pierwszych chwil. Doświadczeni gracze powinni od razu rzucić się na poziom „Veteran” gdyż na „Normal” czy „Casual” mogą się nudzić. Najtrudniejszym z dostępnych poziomów jest „Elite” – nie mogło zabraknąć również opcji „Hardcore”, gdzie śmierć jest nieodwołalna.

Tyle się opisałem o zaletach Torchlight, że mogłoby się wydawać że jest to action RPG, które nie ma wad. Po 23 godzinach intensywnej rozwałki jedyne do czego mógłbym się przyczepić to optymalizacja w rozgrywkach wieloosobowych. Ale jest to czepianie się na siłę, bo w dwuosobowej grze internetowej gra potrafiła się przyciąć lub lagować – jednak grafikę mieliśmy wyciągniętą na maksa (1080px+16xAntyaliasing) i równie dobrze mogła być to wina słabego łącza.

Na pewno te domniemane problemy będą łatane i poprawiane (w ciągu ostatnich pięciu dni Runic Games wypuścił już trzy duże patche, instalowane automatycznie przez Steam).

Za ścieżkę dźwiękową odpowiedzialny jest znakomity profesjonalista, Matt Uleman. Artysta ten na stałe wpisał się już w świat aRPG i soundtrack w Torchlight 2 tylko potwierdza jego renomę. Tym razem z pomocą Słowackiej Orkiestry Narodowej, Uleman stworzył dzieło którego nie można pomylić z żadnym innym. Świetnie uchwycone ilustracje dźwiękowe, obrazujące kryształowe kopalnie, szerokie łąki i dziesiątki innych miejsc po prostu czarują. Matt Uleman jest jednym z nielicznych kompozytorów, których dźwięki mają specyficzny styl i sznyt wskazujący na prawdziwego artystę. Aby udowodnić, że nie koloryzuję – cały soundtrack możecie pobrać za darmo w tym miejscu.

Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o najważniejszym, czyli modach. Torchlight II będzie miał pełne wsparcie Steam Workshop oraz niezależnego systemu wymiany modów, nazwanego GUTS. Oznacza to, że każdy twórca będzie mógł wzbogacać grę o własne dodatki – tak samo jak ma to miejsce w przypadku Skyrim. Jeśli o mnie chodzi, to jestem wielkim fanem takiego rozwiązania i wygląda na to, że gra okazała się większym tytułem niż myślałem. Miałem swoje nadzieje i oczekiwania, jednak po skończeniu rozgrywki (nieco wymuszonym, bo musiałem się spieszyć z recenzją) – okazało się, że Torchlight 2 ewaluował do rangi najlepszych gier AAA.

Podsumowując…

Torchlight II to gra niemal doskonała – setki godzin potencjalnej zabawy, niesamowite możliwości rozwoju, świetne wykonanie oraz dbałość o detale od razu rzucają się w oczy. Unikalne połączenie sandboxowej wolności, aRPG-owej losowości i solidnego multiplayera (do 6 graczy jednocześnie), czyni z gry istną machinę do rozrywki. Jeśli graliście w pierwszą część i nieco się zawiedliście – nie bójcie się spróbować dwójki, gdyż naprawia ona błędy młodości i wprowadza tony nowych, świetnych rozwiązań. Ja wiem po sobie, że z tym tytułem spędzę jeszcze wiele sympatycznych, nie wymuszonych godzin i mam nadzieję, że spotkamy się…już w grze 😉

PLUSY:

[bullet_list icon=”plus”]
  • długość wątku głównego,
  • wciągające misje poboczne,
  • wysoki poziom trudności,
  • świetna i dynamiczna walka,
  • piękna grafika,
  • fenomenalna muzyka,
  • elastyczny system awansu postaci,
  • jeszcze przydatniejszy zwierzęcy towarzysz,
  • endgame (Nowa Gra +),
  • replayability – bardzo wysoka odgrywalność,
  • mody!
  • system craftingu (jak kostka Horadrimów),
  • prosty i wydajny system handlu (barter),
  • brak limitu poziomów,
  • IQ potworów (one naprawdę kombinują!),
  • łagodne zabezpieczenie DRM (Steam),
  • dostępne tryby Single / Internet / LAN (multiplayer dla 6 graczy),
  • śmieszne, nie narzucające się easter eggi (np. Krabowy Złoty Król 😉 ),
  • sterowanie i skróty klawiszowe (10 slotów),
  • innowacyjne pomysły (np. Phase Beast, sekretne miejsca, zagadki logiczne etc.),
  • różnorodne, unikalne bossy,
  • długie starcia (nawet do 20 minut),
  • cykl dnia i nocy,
  • zmienna pogoda,
  • świetny system lootu (mnóstwo zestawów i unikalnych przedmiotów dla klas),
  • niszczenie elementów otoczenia (quasi-fizyka),
  • ogólne poczucie lekkości i szybkości,
[/bullet_list]

MINUSY:

[bullet_list icon=”minus”]
  • słabiutka fabuła,
  • słabe przerywniki filmowe,
  • brak czatu globalnego,
  • brak PVP (ale ma pojawić się w przyszłości),
  • ostatnie poziomy są sztucznie wydłużane,
[/bullet_list]

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.